Translate

środa, 27 kwietnia 2016

EXCLUSIVE: wywiad z Wiolettą Leśków-Cyrulik

Cześć,  dzisiaj mam dla Was wywiad, który przeprowadziłam z Panią Wiolettą Leśków-Cyrulik, autorką "Sezonu zamkniętych serc". O spotkaniu z nią mogliście przeczytać tutaj: Spotkanie w Księgarni Autorskiej 
A teraz nie przedłużając, serdecznie zapraszam do zapoznania się z wywiadem!
 
1. Pani Wioletto, oddaję Pani pierwsze pytanie, proszę o sobie opowiedzieć :)

Dzień dobry, bardzo mi miło gościć na Pani blogu . Kilka najważniejszych informacji o mnie… Otóż jestem polonistką, z wykształcenia także bibliotekoznawcą. Od wielu lat współpracuję z Fundacją ABC XXI jako koordynatorka kampanii „Cała Polska czyta dzieciom”. Ale przede wszystkim jestem mamą trójki dzieci i domatorką. Uwielbiam dobrą literaturę, lubię, kiedy pada deszcz, mogłabym godzinami spacerować po plaży i wsłuchiwać się w szum wzburzonego morza. W młodości byłam fanką punk rocka, dziś lubię każdy rodzaj dobrej muzyki, także tej łagodnej.

2. Czym się Pani zajmowała, zanim postanowiła Pani napisać książkę? Czy zawód w jakiś sposób zainspirował, wpłynął na tę decyzję?

Od osiemnastu lat pracuję jako nauczycielka języka polskiego, przez dziesięć lat prowadziłam także teatr dziecięcy. Ale napisanie książki było raczej odskocznią od obowiązków zawodowych, praca nie stanowiła jakiejś bezpośredniej inspiracji. Choć nie ukrywam, że bycie wśród młodych ludzi, ich problemów to spory trening empatii, rozumienia emocji, a to bardzo pomaga w wiarygodnym kształtowaniu bohaterów literackich.

3. Czy ciężko było pogodzić pracę z pisaniem?

Niełatwo . Obowiązki nauczyciela, wychowawcy, prowadzenie teatru i kampanii głośnego czytania w całym mieście – to wszystko pochłaniało mi prawie całe dnie. A przecież mam także dużą rodzinę, której również chciałam poświęcić czas. Ale zdarzały się dwie lub trzy wolne godziny w tygodniu, kiedy mąż był w pracy, a dzieci w szkole. Czekałam na nie z niecierpliwością, rzucałam wszystko i zatapiałam się w świecie moich bohaterów.

4. Czy rodzina Panią wspierała w pisaniu, inspirowała, poddawała pomysły?

Z pewnością by to robiła, gdyby tylko wiedziała, że piszę . Ale „Sezon zamkniętych serc” powstawał w tajemnicy przed wszystkimi. To był mój i tylko mój azyl, chwile oderwania od rzeczywistości. Natomiast w momencie, kiedy już się przyznałam (jednak tylko mężowi), że piszę, dostałam w prezencie fotel z podnóżkiem, który ustawiliśmy w sypialni, bym w czasie wakacji mogła w spokoju skończyć pisanie. Jednak było to już przy końcu książki, no i w dalszym ciągu nikt nie widział rękopisów.

5. Wiedziała Pani, że będzie pisać czy była to spontaniczna decyzja, podyktowana pomysłem, który później przerodził się w książkę?

Pisanie książek było moim marzeniem w dzieciństwie. Potem o nim zapomniałam. To pragnienie wróciło jako pomysł na oderwanie się od stresującej pracy, po wielu latach. A pomysł na książkę narodził się w czasie choroby, kiedy leżałam z gorączką i nie miałam siły nawet na czytanie. Ale nie od razu był pomysłem na książkę. Najpierw był po prostu historią, którą wyobraziłam sobie, leżąc w łóżku. Takich krótkich opowieści wymyśliłam w życiu dziesiątki, od zawsze to robiłam, a potem o nich zapominałam. Z historią Darka, Agnieszki, Janka, Rinke, Hani, Michela i Małgorzaty stało się jednak inaczej. Zorientowałam się, że to w zasadzie fabuła powieści, i postanowiłam ją zapisać.

6. Czy może Pani przybliżyć, jak wygląda u Pani proces piania? Czy po prostu zasiada Pani do pisania i słowa same się sypią, czy podejmuje Pani wcześniej jakieś przygotowania, muszą być dopełnione jakieś rytuały - zaparzona kawa lub herbata, odpowiednia muzyka płynąca z głośników, pora dnia?

:) Bardzo chciałabym móc sobie pozwolić na takie przyjemne rytuały i wybór najbardziej odpowiedniej pory dnia. Niestety to niemożliwe. Przy dużej rodzinie, małym dziecku i pracy zawodowej każda wolna chwila staje się luksusem i tak naprawdę nie ma czasu na pisanie. Ale tak jak mówiłam, „Sezon” powstawał właśnie w takich wyrwanych z codzienności wolnych od wszystkiego godzinach. I tak, była filiżanka herbaty lub kawy, pod koniec pisania także własny, tylko mój fotel. Ale na tym naprawdę koniec .

7. Czy pisanie w jakiś sposób wpłynęło na Pani życie?

Zdecydowanie! Oprócz oderwania od stresującej rzeczywistości w czasie samego pisania, akceptacja wydawnictwa przyniosła naprawdę ogromną radość, satysfakcję. Natomiast moment pojawienia się książki w księgarniach, w rękach czytelników to już spory stres, niepewność, trema. Chociaż dostałam naprawdę wiele wyrazów wsparcia, mnóstwo dobrych emocji, często od zupełnie nieznanych osób. Potem spotkania z czytelnikami, promocja, wywiady, słowem – na miesiąc lub dwa moje życie bardzo się zmieniło.

8. Czy było trudno się zmobilizować, bo – nie ukrywajmy – pisanie także wymaga dyscypliny.

Akurat w moim wypadku nie wymagało dyscypliny, chociaż wiem, że to wyjątkowa sytuacja. Ja po prostu nie pisałam po to, żeby wydać. To naprawdę był mój sposób na stres związany z pracą zawodową. Nie miałam terminu narzuconego przez wydawnictwo, w ogóle nie wiedziałam, jak się publikuje książkę, co trzeba w tym celu zrobić. Dlatego nie spieszyłam się, siadałam do pisania wtedy, kiedy miałam na nie czas i ochotę, przy czym tej ochoty było więcej niż czasu, o czym niech zaświadczy fakt, że za spisywanie wyobrażonej historii zabrałam się dopiero po prawie dwóch latach, kiedy już zaczęłam się obawiać, że po prostu jej szczegóły zapomnę.

9. Co było najprzyjemniejsze, a co najtrudniejsze w pisaniu?

Najprzyjemniejszy był moment wchodzenia do świata bohaterów, wczuwania się w ich emocje, w sytuacje, prowadzenia w ich imieniu rozmów, wyobrażania sobie otoczenia, w jakim rozgrywają się poszczególne sceny. Czułam się, jakbym razem z nimi żyła w tym wyobrażonym przecież świecie. Uwielbiałam to. Ale potem przychodził moment, kiedy trzeba było tę wyobrażoną rzeczywistość – scenę, rozmowę, scenerię, uczucia, wszystko – zapisać, w dodatku tak, aby nie utracić żadnego z elementów, a jeszcze spójnie i logicznie połączyć je z tymi zapisanymi wcześniej. To sprawiało mi największą trudność. Bo ja myślę obrazami, nie słowami, przeżywam to, co sobie wyobrażę. A przerobić obraz i przeżycie na słowo nie jest łatwo.

10. Skąd pomysł na taką powieść? Może Pani o niej krótko opowiedzieć?

Krótko się nie da, ale też nie chciałabym zdradzać akcji. Powiem więc jak najkrócej się da . Miejsce akcji to mała miejscowość na wschodzie Islandii, a więc niewielkiej, bogatej w wulkany, lodowce i gorące źródła wyspy. Tematem tej książki nie jest cukierkowa miłość, lecz życie prawie trzydziestoletniej Agnieszki, która przez lata próbuje odzyskać spokój po pewnym dramatycznym wydarzeniu. Nie do końca jej się to udaje, chociaż na pierwszy rzut oka czytelnikowi może się wydawać, że powinno. I jej także się tak wydaje. Tak samo wydaje się Darkowi, czyli jej partnerowi, który przez kilka lat próbuje ją z miłością wspierać. Darek podświadomie oczekuje owoców tego wsparcia, a Agnieszka, także podświadomie, wini się za to, że przez tyle lat nie potrafi się pozbierać. W końcu dochodzi do przełomu, ale jaki to przełom, nie powiem, bo wtedy Czytelnicy stracą zainteresowanie książką. W każdym razie nie następuje żadne cudowne wydarzenie, raczej coś przeciwnego, jednak od tej chwili życie bohaterki zaczyna się naprawdę zmieniać na lepsze. Choć wcale nie tak, jak byśmy się tego spodziewali. Tematem książki jest miłość, ale dojrzała, cierpliwe budowanie głębokich relacji między ludźmi, którzy swoje już w życiu przeszli, dlatego wiedzą, że prawdziwe uczucie nie opiera się na zauroczeniu, tylko na umiejętności pokonywania trudności, a także na szczęśliwym życiu wbrew nim.

11. Skąd pomysł na taki tytuł – „Sezon zamkniętych serc”?

Akcja powieści toczy się na Islandii, która jest wyspą zamieszkałą wyłącznie na obrzeżach. Cały interior, czyli środek to wulkany, lodowce, nieprzejezdna część kraju. Są tam drogi, ale dostępne tylko w lecie. I przy wjeździe na takie drogi stoją niekiedy tabliczki z napisem: „Seasonally available road” (droga dostępna sezonowo). Te drogi odgrywają pewną rolę w akcji i przywodzą bohaterom na myśl skojarzenia właśnie z sezonowo „dostępnymi” sercami. Ale tytuł „Serca sezonowo dostępne” nie brzmi najlepiej, zatem jest „Sezon zamkniętych serc”, co w sumie na jedno wychodzi.

12. Nim książka uzyskała finalną formę, taką jaką dziś możemy kupić w księgarni, czy wiele rzeczy się w niej zmieniło od pierwszego maszynopisu, który Pani stworzyła?

 „Sezon” powstał najpierw w rękopisie i już na tym etapie było sporo skreśleń, poprawek. Potem, w trakcie przepisywania na komputerze także nie obyło się bez nich, na przykład zmieniła się nazwa miejscowości. Należało także „wyprostować czasoprzestrzeń” , czyli uzgodnić wszystkie najdrobniejsze szczegóły akcji, aby wyeliminować ewentualne sprzeczności, bo kiedy książka powstaje etapami przez kilka lat, takich nieścisłości trudno uniknąć. Ale zupełnie nie zmienił się przebieg akcji ani bohaterowie, to co najważniejsze, pozostało identyczne z pierwotnym pomysłem.

13. Czy nim powieść trafiła na biurka recenzentów w wydawnictwach, ktoś miał przyjemność ją przeczytać – miała Pani swoich beta czytelników?

Nie, nawet nie wiedziałam, że takowi istnieją. Nie czytał jej także nikt z rodziny. Do momentu ukazania się wydrukowanego egzemplarza nikt poza mną, recenzentami, redaktorami i korektorami w wydawnictwie Zysk i S-ka nie widział „Sezonu zamkniętych serc”.

14. Czy pała Pani sympatią do swoich bohaterów?

Ogromną! Sympatia to mało powiedziane . Oni powstali z mojej wyobraźni, obdarzyłam ich własnymi emocjami, niektórych nawet zachowaniami – jak mogłabym ich nie lubić?

15. Czy możemy się spodziewać kontynuacji lub kolejnej powieści, w której spotkamy bohaterów znanych z „Sezonu zamkniętych serc”?

To już zależy od wydawcy, czyli oficyny Zysk i S-ka, która podejmie decyzję. Ja bardzo bym chciała napisać dalsze losy bohaterów. Przyznam się, że powstało już kilkadziesiąt pierwszych stron nowej książki, ale to wciąż całkowicie niepewna sprawa. Jednak lubię ich i trudno mi się z nimi rozstawać.

16. Ile trwał proces wydawniczy?

Sam proces publikowania trwał tak naprawdę od listopada 2015 do lutego 2016 roku. Ale wcześniej od lutego poprzedniego roku czekałam na decyzję o publikacji, a od jej zapadnięcia (w lipcu 2015 roku) minęły prawie trzy miesiące, zanim ruszyły prace redakcyjne i graficzne.

17. Czy spodziewała się Pani tak szybkiej odpowiedzi od wydawcy?

Nie. Ja się w ogóle nie spodziewałam jakiejkolwiek odpowiedzi, ponieważ wcześniej zrobiłam rozeznanie w internecie, gdzie dowiedziałam się, że wiele osób czeka nawet ponad rok na odpowiedź, która często nie nadchodzi. I że ma się szczęście, jeśli wydawca w ogóle odpowie, nawet negatywnie. Dlatego liczyłam się z tym, że żadna odpowiedź nie nadejdzie. Tym większa była moja radość, gdy otrzymałam e-mail z informacją o tym, że Zysk i S-ka Wydawnictwo jest zainteresowane publikacją mojej książki.

18. Jakie to uczucie, kiedy wchodzi Pani do księgarni i widzi na półce swoją powieść?

To uczucie nie do opisania, więc go w pełni nie opiszę . Nie da się. Mieszanka wielkiej radości, wzruszenia, ale takiego na granicy, tremy oraz zdziwienia własną reakcją. Coś bardzo, bardzo pozytywnego. Każdemu życzę przeżycia takich dobrych emocji.

19. Czy już planuje Pani napisać kolejną powieść? Jeśli tak, to czy uchyli Pani rąbka tajemnicy?

Już uchyliłam . Piszę o dalszych losach bohaterów „Sezonu”, a także drugą, całkiem inną historię o tym, jak życie może nagle z dnia na dzień zacząć przypominać powieść .

20. Czy myślała Pani o pseudonimie literackim, czy od początku była pewna, że zostanie przy swoim imieniu i nazwisku?

:) „Sezon” został rozesłany do wydawnictw właśnie pod pseudonimem. Decyzja o użyciu prawdziwego nazwiska zapadła na etapie redakcji, pod wpływem sugestii wydawcy. Ale nie chciałabym zdradzać, jaki to był pseudonim.

21. Jakie książki Pani lubi czytać?

Lubię dobrze napisane książki, a gust literacki zmienia się z biegiem lat. I nawet nie chodzi tu o wiek, raczej o to, że po kilku latach czytania pewnego typu literatury chce się spróbować czegoś innego. Obecnie od kilku lat najbardziej smakują mi książki z niespieszną akcją, dojrzałą refleksją, dopracowane stylistycznie, mistrzowskie pod względem warsztatowym, a więc siłą rzeczy dzieła klasyków.

22. Czy poleca Pani jakiś tytuł, może konkretnego autora?

Charakterystyce ulubionych książek najlepiej odpowiada twórczość prozatorska Jarosława Iwaszkiewicza, Alice Munro, lubię Jonathana Franzena.

23. Co myśli Pani o współczesnej literaturze?

Myślę, że jest tak różnorodna i powstaje tak wiele książek, że każdy, bez wyjątku każdy człowiek mógłby znaleźć coś dla siebie.

24. Pani zdaniem – dlaczego warto czytać książki?

:) Jako propagatorka czytania dzieciom mogę wyrecytować cały zestaw korzyści płynących z lektury. Jednak najważniejsza jest według mnie przyjemność obcowania z pięknym językiem, ciekawą historią, możliwość przeżywania wzruszeń z tym związanych. Poprzez czytanie stajemy się mądrzejsi, bez względu na wiek, ale przede wszystkim uczymy się wrażliwości na drugiego człowieka, stajemy się bardziej empatyczni – to za sprawą wnikania w emocje bohaterów literackich.

25. Jakie są Pani wrażenia po ostatnim spotkaniu autorskim?

Te wrażenia do dziś nie opadły, choć minęły już ponad dwa tygodnie . Było tak pięknie, tak ciepło i dobrze, że naprawdę długo nie zapomnę spotkania w Księgarni Autorskiej. Serdecznie wszystkim dziękuję za obecność i cudowne rozmowy!

26. Prowadzi Pani bloga, może Pani coś o nim opowiedzieć?

Blog nazywa się My Slow Nice Life, liczy sobie już prawie trzy lata (czyli tyle, ile ma moje najmłodsze dziecko) i stanowi zbiór moich własnych refleksji na temat modnego dziś światowego ruchu Slow Life, propagującego zwolnienie tempa, spokojne smakowanie codzienności, uważność, prostotę – a to wszystko w praktycznie każdej dziedzinie życia: od prostego gotowania, poprzez modę, urządzanie niewymagających zachodu wnętrz, aż po wychowanie. Można u mnie także poczytać o relacjach międzyludzkich, zwłaszcza w kontekście minimalizmu. I taka ciekawostka – w blogosferze poznałam wielu naprawdę fantastycznych ludzi, to w żadnym razie nie jest dla mnie bezosobowa wirtualna przestrzeń, czego dowodem jest na przykład Nika, autorka bloga Francuskie i inne notatki Niki, która użyczyła mojej książce nazwy „północna Arkadia”. Bo Nika mieszka w dwu krajach, w kilku miejscach jednocześnie, między innymi w północnej i południowej Arkadii . Czytelników ciekawych szczegółów zapraszam na jej blog.

27. Jaki jest Pani ulubiony serial lub film?

Mam już tyle lat, że nie potrafię wskazać jednego, jest ich co najmniej kilka . Ale dobrze. Losowo wskażę stary serial „Przystanek Alaska” i nie taki stary film „Jutro idziemy do kina” (uwielbiam klimat dwudziestolecia międzywojennego).

28. Jak zareagowałaby Pani, gdyby „Sezon zamkniętych serc” miał zostać zekranizowany?

Oszalałabym ze szczęścia. A potem umarła ze strachu, czy ktoś zechce obejrzeć go w kinie . Na szczęście to mi nie grozi .

29. Jakie jest Pani ulubione zwierzę?

Konie.

30. Czy zechciałaby Pani coś dodać na zakończenie?

Bardzo dziękuję za zaproszenie na stronę Pani bloga, za interesujące pytania, które pozwoliły mi tak wiele o sobie powiedzieć, za Pani życzliwość i obecność. Chciałabym się także zwrócić do wszystkich Czytelników, którzy być może sięgną po „Sezon zamkniętych serc”. Nie jest to książka cukierkowa, niewiele w niej lukrowanego romansu, ale za to całkiem sporo opowieści o dojrzewaniu do dojrzałej, dobrej miłości, pojawiającej się mimo tego, co w życiu złe, niezapominającej o tym, co bolesne, ale zdolnej istnieć obok tych trudności. Ponieważ życie może być pełne miłości nawet wtedy, gdy istnieje w nim ból.
Gorąco pozdrawiam!


Ja również bardzo dziękuję za poświęcony mi czas by odpowiedzieć na moje pytania! Pozdrawiam Panią serdecznie i gorąco polecam wszystkim, aby sięgnęli po "Sezon zamkniętych serc"!
Na zakończenie zostawiam link do strony na Facebooku: KLIK!
Oraz do bloga Pani Wioletty: KLIK!
I do posta, w którym możecie przeczytać o spotkaniu z Panią Wiolettą w Księgarni Autorskiej i obejrzeć zdjęcia: KLIK!
Oraz chcę Wam przypomnieć o konkursie, w którym możecie wygrać  książkę "Sezon zamkniętych serc" z autografem autorki! Zapraszam: KLIK!

12 komentarzy:

  1. Świetny wywiad! :D Autorki ani książki, którą napisała nie znam, ale myślę, że być może sięgnę po nią :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Autorki wcześniej nie znałam, ale muszę przyznać, że wywiad aż zachęcił mnie do przeczytania książki :D bardzo miło się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wywiad! Autorka wydaje się bardzo ciekawą osobą, chętnie sięgnę po tę książkę ^^
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, serdecznie polecam! <3 <3

      Usuń
  4. I loved your blog following if you want to know and follow my visit me!

    I loved your post and your answers, Kisses

    Meu cantinho Lusitana❤Blog

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, podziwiam tą kobietę że była w stanie pogodzić pracę nauczycielki z pisaniem książki. Kiedyś sama chciałam stworzyć jakąś powieść jednak zrezygnowałam właśnie przez brak czasu :(( Bardzo ciekawy wywiad! ^-^

    Zapraszam Na Mojego Bloga Sakurakotoo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisanie wymaga sporo czasu, to fakt i czasami bywa, że staje się dodatkową pracą :) Mi taka praca jak najbardziej odpowiada! :D

      Usuń
  6. Ale wspaniały wywiad :))))
    Ps. zostaję u ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo miło słyszeć^^ <3

      Usuń